| Opis: |
TEMU, co zauroczony górami musiał je porzucić dla SPRAW większych niż chleb i który mówił dziękując Bogu na zakończenie Drugiej Pielgrzymki: „Mogłem w dniu dzisiejszym spojrzeć z bliska na Tatry i odetchnąć powietrzem mojej młodości”.
Najpierw miał je Bóg w swojej Boskiej wyobraźni. Potem stworzył je, kiedy „a początku” stwarzał niebo i ziemię (Rdz 1). Zapatrzony w nieskończone głębie własnej wyobraźni, w której – jak w górskim jeziorze – odbijała się nieskończona istota Trzech w Jedności, czerpiąc natchnienie i wzór z własnej „głębokości bogactw, mądrości i wiedzy” (Rz 11, 33), stworzył je z niczego (2Mch 7, 27).
„Ten, co żyje wiecznie i stworzył wszystko bez wyjątku” (Syr 18, 1), powołał do istnienia coś, co wprawdzie nie jest wieczne, ale jest znakiem tej wieczności. Jest jakby zaklętą w kamień cząstką owej wieczności. Jest jak gdyby okruchem lodu z lodowca, w którym jest zamarznięty ślad nieskończoności.
Będąc samym istnieniem, samym byciem, Bóg „stworzył wszystko po to, aby było (Mdr 1, 14). „Stworzył góry, żeby były(…) a stworzył – jak wszystko – z miłości, bo Bóg jest miłością” (1J 4,8). |